Wiosenne niebezpieczeństwa zdrowego odżywiania


Wiosna - ach to ty

Przyszła wiosna. Oczywiście - każdy szczęśliwy posiadacz okien na pewno zauważył już ten fakt. Rok powinien zaczynać się wiosną, a nie zimą. Zawsze jest to czas nadziei, postanowień, w końcu wszystko rodzi się na nowo. Lubię wiosnę bardzo, najbardziej! A szczególnie kolorowe krokusy przed domkami na mojej najulubieńszej ulicy Gdańska, pączki na drzewach (takie świeżutkie!), cieplejszy wiatr, jasne wieczory, piękne zachody. To jest dobry czas, żeby coś zacząć od nowa. Nawiasem, nie wiem czemu, ale zaczynanie od nowa kojarzy mi się z wieczornym pisaniem na blogu z pozycji łóżka, czy też czytaniem książki na dobranoc (zamiast siedzenia na Fejsbuczku). Ten okres po prostu napawa optymizmem.

Paranoja nieufności
W temacie wiosennego zaczynania od nowa - rozmawiałam ostatnio z Przyjaciółką o naszych dietach, ćwiczeniach i postanowieniu, że do wakacji będziemy chude laski. Poza wzajemną motywacją osiągnęłyśmy spektakularny konsensus w temacie szalonej mody na to całe odchudzanie, odżywianie, bycie fit. Jednogłośnie orzekłyśmy - tak, ta moda zdecydowanie istnieje. Z jednej strony - w sumie dobrze, bo zdrowy styl życia godzien jest promowania. Ale zdaje się, że trend rozhulał się całkowicie bez umiaru. Jak grzyby po deszczu rodzą się nowe fanpejdże na Fejsbuku dotyczące odchudzania, zdrowego odżywiania, złotych porad, motywacji. I tu nasuwa się pytanie - które porady są najzłotsze ze wszystkich? Ostatecznie, taką stronę może założyć każdy. W jaki sposób zweryfikować ich wiarygodność? Kto ma rację, a kto nie? Ciężko zdecydować i nie popaść w paranoję nieufności. 

Zbyt zdrowy styl życia
Trudno jest nie wpakować się w matnię zdrowego stylu życia. Ale takiego, no wiecie, ZDROWEGO. Codziennie morderczy trening, zmuszanie się do pochłaniania sałatek i picia smoothie i pisania z szerokim emotikonkowym uśmiechem, jak bardzo nam z tym dobrze, #lovemylife. Koniecznie trzeba też biegać z aplikacją i udostępniać swoje znakomite wyniki, ilość pokonanych kilometrów i wypoconych litrów, albo spamować sociale zdjęciami z siłowni (jeśli ktoś nie opływa w finanse - wystarczy foteczka z hantlami, ale za to koniecznie w szałowym dresie). Gdzie kończy się zdrowotność, a zaczyna zwykła pokazówka? Z jednej strony pokazówka - a z drugiej jakieś totalne szaleństwo. Rozmawianie tylko o diecie, myślenie tylko o diecie, odmawianie sobie wszystkiego i niedosypianie, bo trening. Absolutna psychoza. Ten zdrowy styl życia może być niebezpieczny. I bądź tu człowieku mądry... 

Dlatego też podsumowałyśmy rozmowę - nie gadamy o diecie. Nie rozliczamy się z pochłoniętych zbędnych kalorii każdego dnia, po prostu działamy. Mała spowiedź raz na tydzień i tyle w temacie. Nie można żyć dla diety. Przecież to wszystko jest po to, żeby polepszyć jakość tego naszego żyćka, nie żeby się zakatować. Tutaj znakomitą wskazówką może być życie w myśl filozofii slow life - powoli i z umiarem.



No dobra, napisałam, co chciałam. Teraz z czystym sumieniem mogę pójść spać, żeby rano zjeść swoją porcję musli z jogurcikiem i kiwi. A na obiad... Nie, nie, nie! Dość myślenia przez pryzmat diety!

Copyright © Szablon wykonany przezBlonparia